Z zupełnie innej beczki, ale nadal z beczki

To tak, jakby zamknąć człowieka w pustej beczce. Ciemno, cicho, pustka. Znikąd pomocy., Człowiek próbuje rozprostować kości, ale otaczająca go rzeczywistość sprawia, że kuli się w sobie, zamyka. I tak trwa w bezruchu, w bezdechu, w beznadziei. A gdyby tak znalazł się ktoś, kto otworzy wieko, ktoś kto wyciągnie i pozwoli stanąć na nogi. Wyprostować się i w końcu przyjąć formę długo wyczekiwanego człowieczeństwa

Bo dla mnie jest to takie miejsce, w którym właśnie z beczki wyciąga się człowieka. Wyciąga się, pod warunkiem, że on tego chce. Oczywiście każdego roku przytacza się tutaj mnóstwo beczek, jednak nie wszystkie z nich da się otworzyć. Do niektórych nieszczęśnicy władowali się sami. Z jakiego powodu? Nie mnie oceniać. Do innych inni zostali wepchnięci, czy to przez matkę, ojca, sąsiada, nieistotne. Istotne i zarazem okrutne, że zrobił im to drugi człowiek. I tak można by długo rozprawiać nad losem i niesprawiedliwością tego świata. Dlaczego jedni cierpią, wepchnięci w beczki, a inni żyją w szczęściu, patrząc od czasu do czasu z przerażeniem na tych odmieńców, którzy najprawdopodobniej „zasłużyli” sobie na życie w skrępowaniu. Można by tak długo biadolić, można by trochę te beczki poomijać, poprzestawiać, przeturlać, aż w końcu zejdą nam z oczu. Po prostu przepchnąć je w jakiś inny „Kąt”. Pozbyć się problemu, ale tylko pozornie. Pozbyć się problemu, wiadomo, co z oczu to z serca. I tu pojawia się pytanie - Co dalej?

Ano, w Anno Domini 1992, powstała istna przystań dla takich właśnie beczek. Bo pojawił się ktoś, komu zachciało się poruszyć trybami w głowie, komu zachciało się te beczki pootwierać i człowieka z nich wyciągnąć. Nierzadko z beczek razem z człowiekiem wydostają się przedziwne historie. Chwile grozy, dramaty, problemy, szczęścia Ludzie Ci okazują się mądrzy życiowo, książkowo.. W przystani tej każdy jest dla siebie sterem i okrętem. Nie ma taryfy ulgowej, jak zapomnisz nastawić stery, albo nie przyjdziesz na nocną wachtę, bo ci się nie chciało, to nie ujdzie uwadze bardziej doświadczonej części załogi. Ważne jest to, że cała załoga - to cała załoga. Wszyscy tutaj mówią sobie po imieniu. Nie ma feudalizmów. Po prostu imię i tyle. To otwiera człowieka, burzy granicę miedzy bardziej doświadczonym życiowo, a tym, który dopiero próbuje stawiać pierwsze kroki w dorosłość. Tutaj daje się człowiekowi po prostu szansę. Szansę wygadania się, szansę na ujście negatywnych i pozytywnych emocji, o czym świadczą malowidła na ścianach, drzwiach. Szansę na przyjaźnie, zrozumienie, wsparcie, na fajne życie, na życie godne człowieka. Jest to szkoła - liceum i gimnazjum, ale najwspanialszym paradoksem tego miejsca jest to, że tutaj nikt nikogo nie ocenia. Nie ma znaczenia czy na głowie masz tęczę, a w nosie kolczyki, nie ma znaczenia czy przychodzisz w garniturze, czy w piżamie. Niewątpliwie cała załoga pracuje na cały etat. Tej łajby nie spuszcza się z oczu, nie z przymusu, nie z obowiązku, jedynie z poczucia braterstwa i troski o drugiego człowieka.

Cała naprzód, na pokład. Wchodzisz trochę wystraszony i myślisz sobie, że jesteś zupełnie z innej beczki. A co będzie, jeżeli to zauważą? A co będzie, jak pomyślą sobie, że ja tu tylko na przeszpiegi, żeby poobserwować, podpatrzeć. Ja w dobrej intencji, ale czy oni też to wiedzą? Po chwili rozglądam się i widzę taką samą młodzież jak ja, może trochę młodszą młodzież, bo ja zaliczam się już do tej starszej. Podchodzę i pytam jak dotrzeć do „kapitana” - dyrektora Dziewczyna uśmiecha się i pyta - Łukasz? - ruchem ręki wskazuje pierwsze piętro. Uśmiech odwzajemniam. Idę. Po drodze przyglądam się i widzę na ścianach rysunki, malowidła. Ciekawa forma ekspresji - robić na przekór wszystkim, robić to, czego w szkole zazwyczaj się zabrania - dewastowania mienia publicznego, w rozumieniu umieszczania na ścianach artystycznej twórczości. Zabrania się również zażywania nikotyny, pod postacią wyklętego przez szkolnictwo papierosa. A po co z tym papierosem tak walczyć? Przecież powszechnie wiadomo, że to istna walka z wiatrakami. Palacze i tak palić będą. Wystarczy tylko ustalić jedną, małą wysepkę, wymalowana białą linia na dziedzińcu, gdzie każdy palacz może zaznać minuty ciszy i spokoju. Do reszty budynku dym papierosowy ma wstęp wzbroniony. Nie palacz, tylko sam dym. Cudowne, proste i jakże skuteczne.

Wychodzę z tej łajby i mam ważenie, że dziwacznie tutaj pasuję, że to moje miejsce, moje podejście do życia, moje podejście do drugiego człowieka, moje postrzeganie otaczającego nas świata, moja cierpliwość i zrozumienie. Wychodzę z podładowanym akumulatorem i energią do życia, pozytywnym szaleństwem. Już dawno drugi człowiek mnie tak nie inspirował. Ja też jestem z jakiejś tam beczki, zresztą, jak my wszyscy. I nieważne z jakich beczek, ważne tylko kto nas z nich wyciągnął.

Szanowny Panie Kapitanie, Panie Dyrektorze, czy po prostu dla Niektórych - Łukaszu. Chapeau bas! (na coś w końcu przydał się ten mój język francuski), Nie będę więcej słodziła, bo podobno cukier to biała śmierć, a nikt trwałego uszczerbku na zdrowiu nie chce. Napiszę tylko jeszcze jedną rzecz, żeby ten mój reportaż jakoś pożytecznie zakończyć. Mam takie swoje powiedzenie, na które wpadłam pewnego ranka, konsumując śniadanie. Powiedzenie, które w bardzo obrazowy sposób ilustruje moje podejście do życia. Życie bez dozy szaleństwa to jak kanapka bez masła - da się przełknąć, ale z jakim trudem. Myślę, że pomysł na wystartowanie z takim ośrodkiem, jakim jest Kąt to właśnie takie szaleństwo. Szaleństwo konieczne. Szaleństwo niezbędne dla oryginalnej młodzieży, dla Pana i dla mnie. Dlaczego? Bo dzięki takim miejscom życie w końcu nabiera smaku… i po prostu łatwiej je przełknąć.

Aleksandra Czerwińska
Pedagogika dla Nauczycieli bez Przygotowania Pedagogicznego
22 marca 2013 roku

GÓRA         START        

©2007-2016 Łukasz Ługowski, Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii nr 2 „KĄT”. Wykonanie:
Licencja Creative Commons - zdjęcia, rysunki i obrazy należą do uczniów i pracowników MOSu „KĄT”; kilka przyjaciół i znajomych

Podziękowania: Uczniowie, nauczyciele & „KĄTowi” przyjaciele!