I. INFORMACJA O PRACY PLACÓWKI

HISTORIA I DZIAŁALNOŚĆ:

Cztery rozdziały w przystępny sposób ujmujące sylwetkę Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 „KĄT” we Warszawie.

(Kliknij w obrazek by zobaczyć powiększenie.)

KĄT GRAFFITI "Kąt" jest miejscem bardzo specyficznym i unikatowym, jedną z trzech tego rodzaju placówek w Polsce (z których każda jest inna: oprócz "Kąta" to SOS-y - warszawski i łódzki). Jego program wychowawczy nie jest możliwy do wyjaśnienia i zrozumienia bez opisu działania placówki.

Ośrodek istnieje od września 1992 roku i jest przeznaczony dla młodzieży zdolnej, która ze względów emocjonalnych nie mieści się w zwykłych, tradycyjnych szkołach. Na ogół z jego oferty korzystają młodzi ludzie o nadmiernej pobudliwości psychoruchowej, ale zdarzają się również i zbyt wycofani. Często należą oni do różnorodnych subkultur lub grup ideologicznych i wyznaniowych, dlatego bywają niejednokrotnie dziwnie i ekstrawagancko ubrani, ostrzyżeni, ufarbowani i zakolczykowani, co mogło stanowić dotąd źródło konfliktu z nauczycielami. "Kątowi" ich wygląd nie przeszkadza, autentyczne zaś zaburzenia zachowania stara się niwelować, a przynajmniej ograniczać dzięki pracy młodego, ale już doświadczonego zespołu psychologów i wychowawców. W Ośrodku "niegrzeczne dzieci", niejednokrotnie będące w istocie po prostu osobami nadwrażliwymi mogą się uczyć i zrobić maturę. Dzięki jego pracy mają szansę dostać się na studia, mimo że poprzednie szkoły pozbyły się ich z ulgą wątpiąc w dalszy sens ich edukacji.

KĄT GRAFFITI "Kąt" powstał w roku 1992 tylko jako specyficzne liceum ogólnokształcące, przeznaczone dla tych uczniów zwykłych szkół, którzy, mimo iż pozostają w normie intelektualnej, nie mogli sobie w owych placówkach poradzić ze względów emocjonalnych. Strukturę miał od początku podobną do obecnej, według reguł ministerialnych i kuratoryjnych był jednak tylko szkołą z zapleczem psychologiczno-wychowawczym. Dochodziło na tym tle do dość licznych nieporozumień, choćby z wizytatorami, którzy usiłowali normy zachowań oraz koncepcje wychowawcze i dydaktyczne placówki nagiąć do powszechnego, standardowego w liceach wzorca. Z tym problemem próbowała sobie radzić zarówno dyrekcja (mało skutecznie) jak i kuratorium przede wszystkim jego Wydział Opieki (tylko trochę skuteczniej). Z inicjatywy tego ostatniego w drugim roku istnienia "Kąt" działał już pod szyldem Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Nie był nim jednak w tym samym stopniu, w jakim nie był standardowym liceum. Obecnie pracuje jako Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii.

Wspomniana wyżej proweniencja w sposób oczywisty rzutuje na współczesność: "Kąt" jest szkołocentryczny. Wychowankowie przychodzą, bo potrzebują szkoły, grupy socjoterapeutyczne są tożsame z klasami szkolnymi, a prowadzone przez wychowawców zajęcia socjoterapeutyczne znajdują się w siatce godzin (planie lekcji) Liceum i Gimnazjum. Jedynie zajęcia popołudniowe miałyby szansę oderwać się nieco od średnioszkolnej dydaktyki. Niestety, ograniczono je przez cięcia w etatach instruktorów.

KĄT GRAFFITI Działalność opiekuńcza i wychowawcza podporządkowana więc jest przede wszystkim wynikom szkolnym. Wychowawcy-liderzy (nie będący jednak nauczycielami), kiedy zajmują się socjoterapią, kiedy podejmują działalność czysto wychowawczą czy interwencyjną, na ogół robią to w sposób jakoś związany ze szkołą. Rola Liceum i Gimnazjum jako punktu odniesienia i argumentu, a czasem pretekstu czy nawet konstruktywnego "szantażu" jest jasna zarówno dla wychowanków, jak i ich rodziców. Dzięki szkołocentryczności "Kąt" może wymagać od swoich wychowanków indywidualnej pracy nad sobą (w formie podjęcia leczenia czy terapii poza Ośrodkiem, na przykład zdarza się urlopowanie - nawet dwuletnie - pod warunkiem leczenia od uzależnień w ośrodku zamkniętym, miejsce czeka, pomaga to w terapii, której jednak przerwanie jest równoznaczne z rezygnacją ze szkoły), może również wpływać na zmianę niewłaściwych (to określenie jest w wielu wypadkach ledwie eufemizmem) zachowań rodziców, dla których zbyt często - niestety - tylko szkoła jest konkretem, a działania psychologiczne i terapeutyczne podejrzanym i trochę wstydliwym dziwactwem.

Zdarza się, że przyciągnięci magnesem szkoły młodzi ludzie trafiają pierwszy raz w życiu na ludzi dorosłych, którzy chcą ich wysłuchać (lub przynajmniej posłuchać), są życzliwi, zrównoważeni, trzeźwi... Zdarza się też, że tacy uczniowie nie są w stanie sprostać wymogom bycia uczniem (emocjonalnie, dużo rzadziej finansowo - choć trudno na przykład szczerze namawiać jedno z pięciorga dzieci samotnej bezrobotnej matki z problemem alkoholowym, by kontynuowało niezbyt dotąd dobrze idącą naukę miast wziąć się do, koniecznej w tym wypadku, pracy zarobkowej), niemniej fakt, że doznali życzliwego kontaktu z dorosłymi może być ważny dla ich całego przyszłego życia. Istotne, by tych młodych ludzi skłonić do refleksji nad sobą, do tego, by uwierzyli, że i bez matury mogą być ludźmi wartościowymi, by znaleźli takie miejsce i zajęcie, które mogą im dać zadowolenie i poczucie wartości. Niektórzy, mimo formalnego pozostawania poza Ośrodkiem, są stałymi gośćmi jego pracowników. Gdyby nie szkoła, nigdy by do żadnego ośrodka, psychologa czy pedagoga nie trafili. Często nie wiedzieliby, iż istnieje inne życie, inny świat, inna skala wartości niż ta, jaką znali przed trafieniem do "Kąta". Przecież zdarza się, że dopiero w "Kącie" pierwszy raz w życiu mogli spotkać osobę, która byłaby jednocześnie dorosła życzliwa i trzeźwa.

KĄT GRAFFITI "Kąt" (a w zasadzie wówczas tylko Liceum "Kąt") został pomyślany jako uzupełnienie oferty SOS-u, podobnego ośrodka ze szkołą (działającego wtedy na ulicy Grochowskiej, obecnie na ulicy Rzymowskiego), specjalizującego się wówczas w pracy z młodzieżą zagrożoną uzależnieniem. Chodziło o objęcie opieką tej grupy uczniów, która nie zetknąwszy się osobiście z narkotykami, ze względów emocjonalnych nie była już w stanie uczyć się w tradycyjnych szkołach. Owi młodzi ludzie pozostawali wtedy w sytuacji paradoksalnie patowej. SOS bał się ich przyjmować ze względu na możliwość demoralizacji (spróbowania narkotyków), tradycyjne szkoły też, ale w związku z (jak sądziły) demoralizację już dokonaną, wyrażająca się nadpobudliwością (nazywaną w redukującym uproszczeniu chamstwem) lub trudnościami w dostosowaniu się do ich (szkół) norm zachowań.

Tak było na początku istnienia Ośrodka. Obecnie sytuacja na rynku narkotycznym zmieniła się radykalnie. Przynajmniej w stolicy i jej okolicach. Według szacunków Punktu Konsultacyjnego MONAR-u w roku 1992, kiedy powstawał "Kąt", około 20% młodzieży warszawskiej (w szkołach ponadpodstawowych) było po przynajmniej jednokrotnym doświadczeniu z narkotykami (w tym marihuaną, uważaną w niektórych środowiskach za używkę) pozostałe 80% nigdy ich nie próbowało. Parę lat później proporcje całkowicie się odwróciły: młodych ludzi, którzy nie mieli nigdy do czynienia z narkotykiem, jest teraz (od dobrych ośmiu lat) w Warszawie ledwie około 20%, reszta (80%!) już próbowała. To optymistyczne szacunki. I przestarzałe, bo z 1997 roku. Dzisiejszych nie znam. Boję się znać. A przecież nie biorą one pod uwagę inicjacji alkoholowej.

Po prostu w użycie weszła amfetamina, całkowicie zmieniając strukturę polskiego rynku narkotycznego. Wcześniej narkotyk był elementem buntu przeciw niedobrej rzeczywistości, zażywali go ci, którzy nie akceptowali norm obowiązujących w społeczeństwie. Amfetaminę bierze się, by lepiej się w tej rzeczywistości zaprezentować, by wyprzedzić tych, którzy tego narkotyku nie zażyli, by sprostać normom społecznym, by wygrać ciągły wyścig o lepsze miejsce na rynku nauki i pracy. Nie na darmo nazywana jest żargonowo speedem. A dodać trzeba, że w ostatnich latach przybyło jeszcze parę wyjątkowo niebezpiecznych i popularnych narkotyków z obowiązkową podczas imprez klubowych "pigułą" (różne mutacje extasy) oraz "brownem" ("brown sugar" - heroina do palenia) na czele.

KĄT GRAFFITI Utrzymywanie formuły bezwzględnej czystości "Kąta" od narkotyków byłoby dziś szlachetną utopią. Mówienie o wolności od narkotyków w jakiejkolwiek szkole średniej w województwie stołecznym jest bowiem - w świetle przywołanych szacunków - albo optymistyczną naiwnością, albo pięknoduchowskim zakłamywaniem się. Dzisiejsza formuła Ośrodka zakłada więc nadal pracę z młodzieżą sprawną intelektualnie, która ze względów emocjonalnych nie jest w stanie sprostać wymogom stawianym jej przez standardowe szkoły, nie zawiera jednak (jak kiedyś) zastrzeżenia, że Ośrodek nie przyjmuje tych, którzy mieli już do czynienia z środkami zmieniającymi świadomość.

A więc podopieczni "Kąta" to na ogół młodzież zaniedbana, pozostająca w kręgu zagrożenia (używania środowiskowego) środkami zmieniającymi świadomość: alkoholem, marihuaną, haszyszem, skunem, extasy, rzadziej narkotykami cięższymi.

Środowisko domowe podopiecznych "Kąta" to natomiast niemal ciągły kontakt z oswojonym w naszym kraju, narodowym narkotykiem - alkoholem. Do rzadkości należą rodzice i opiekunowie nie mający z nim kłopotów, normą jest jego nadużywanie.

Nakładają się na to specyficzne konwencje towarzyskie: młodzi ludzie niemal nie są w stanie wyobrazić wycieczki szkolnej bez zbiorowego picia. Już jako podopieczni "Kąta" traktują wychowawców i nauczycieli, którzy zwalczają alkohol podczas wyjazdów, jako nawiedzonych maniaków. Są przyzwyczajeni, że - dla świętego spokoju i w imię pedagogicznego realizmu - dorośli udają, iż pewnych rzeczy nie widzą. Bo przecież wycieczka to nie szkoła, a picia i tak nie da się zwalczyć. Rodzice też na ogół nie rozumieją, dlaczego robi się wielki szum o taką drobnostkę, jak parę piw. Alkohol, marihuana, haszysz, skun, extasy, w tylko trochę mniejszym stopniu amfetamina, a w coraz większym - o zgrozo! - "brown sugar" są z kolei elementem młodzieżowego życia towarzyskiego (koncerty, spotkania, twórczość...). Praktycznie nie ma "imprezy" bez "trawki", "piguły" lub choćby "browarku". Tylko mała część subkultur młodzieżowych nie używa alkoholu: "Wy macie swoją wódkę i piwo, my mamy swoją trawkę" - mówili jeszcze niedawno do dorosłych. Teraz łącżą alkokohol z "pigułami" (clubbing).

KĄT GRAFFITI Konsumpcja środków psychoaktywnych - jak się zdaje - utrzymuje się wśród "Kątowiczów" od dłuższego czasu na tym samym poziomie. W porównaniu z latami ubiegłymi wzrosła jednak świadomość, że ich używanie nie sprzyja nauce. Młodzież "Kąta" podchodzi do sprawy praktycznie: najczęściej pali trawę i pije alkohol (na ogół piwo) na początku weekendu, by w poniedziałek rano być w szkole w znośnej formie. Oczywiście mogą się zdarzyć pojedyncze incydenty, jednak praktycznie na terenie Ośrodka prawie nie pojawiają się podopieczni pijani lub upaleni, choć zdarza się, że bywają - mówiąc eufemistycznie - tacy, którym nie do końca udało się wyspać po ubiegłodniowym używaniu środka. W tym przypadku młody człowiek (kiedy się przyzna do problemu bez konieczności przeprowadzenia badań) zostaje wysłany do domu (nieobecność nieusprawiedliwiona) i może ewentualnie (po konsultacji z zaprzyjaźnionym z "Kątem" Punktem Konsultacyjnym MONAR-u, czy nie istnieje konieczność podjęcia terapii) utrzymać się w szkole oraz Ośrodku tylko na zaostrzonych warunkach. W "Kącie" obowiązuje bowiem nieprzekraczalna reguła trzeźwości, nieprzebywania na jego terenie pod wpływem jakichkolwiek środków (poza ewentualnie przepisanymi przez lekarza), pogwałcenie jej grozi relegowaniem. Ze względu na otwarty charakter placówki nie ma możliwości kontroli trzeźwości poza jej terenem Używki i narkotyki to najwidoczniejszy i - niestety - najtrudniejszy problem, z którym styka się kadra "Kąta". Oczywiście nie jedyny.

Zwraca uwagę zwłaszcza przyrost w ostatnich latach młodych ludzi z problemami natury psychiatrycznej. Są przyjmowani, bo żadna inna szkoła ich nie chce. Jeszcze niedawno przeznaczony dla młodzieży Szpital Psychiatryczny w Zagórzu prowadził swoje Liceum (świetne!). Ci, którzy skończyli leczenie mogli do niego uczęszczać aż do matury. Był nawet specjalny autobus dowożący z Warszawy takich uczniów. Reforma służby zdrowia uniemożliwiła takie działania. Dziś uczą się tam tylko aktualni pacjenci. Najwyżej trzy miesiące. Wiele ze stołecznych szkół pozbywszy się wcześniej kłopotliwych podopiecznych, nie chce ich przyjmować po powrocie ze szpitala (zabrali wszak papiery przenosząc je do szkoły przyszpitalnej). Na ogół trafiają więc oni do "Kąta" lub "SOS-u". Rzecz jasna nie wszyscy z nich mogą w pełni skorzystać z oferty szkoły i Ośrodka, część odpada w trakcie roku, część powtarza klasę, "Kąt" - zawsze w ścisłej współpracy z lekarzem prowadzącym - działa w tym wypadku trochę na zasadzie szkoły integracyjnej, robi to jednak nieco intuicyjnie, bo nie specjalizuje się w pracy z takimi wychowankami.

Większość podopiecznych placówki to zbuntowani młodzi ludzie, "odrażający, brudni, źli", często należący do grup subkulturowych (praktycznie wszystkich do niedawna poza skinami i dresiarzami, ostatnio pojawiają się i ci w "sportowych strojach" (przede wszystkim w gimnazjum) a także pojedyncze egzemplarze: quasi- czy pseudoskinów (na ogół, co ciekawe, wyewoluowanych z punków).

KĄT GRAFFITI Wywodzą się z różnych środowisk, rodzice to czasem nawet elita finansowa lub polityczna (bardzo rzadko, ale zdarza się), intelektualna lub artystyczna (częściej), a także zwykłe, tak zwane przykładne, rodziny "inteligenckie" lub "robotnicze", gro jednak stanowią dzieci ze środowisk niewydolnych finansowo (i intelektualnie)... Sporo rodziców jest bezrobotnych, zdarzają się samotne bezrobotne matki z kilkorgiem dzieci i utraconym prawem do zasiłku. Nie ma tu reguł. Przeważają jednak rodziny rozbite, niepełne. I właśnie w konflikty rodzinne wychowawcy-liderzy próbują wejść najpierw i najskuteczniej, tu szukają źródeł dotychczasowych niepowodzeń młodych ludzi.

GÓRA         START        

©2007-2016 Łukasz Ługowski, Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii nr 2 „KĄT”. Wykonanie:
Licencja Creative Commons - zdjęcia, rysunki i obrazy należą do uczniów i pracowników MOSu „KĄT”; kilka przyjaciół i znajomych

Podziękowania: Uczniowie, nauczyciele & „KĄTowi” przyjaciele!